niedziela, 20 lipca 2008
Miasto o dwóch twarzach.
Pierwszy etap podróży to zapoznanie się ze sobą. Wsiadamy w sypialne wagony – przed nami półtorej doby wśród stukotu kół i usypiającego rytmu pociągu. Na kolejnych postojach w miastach Białoruskich czy Rosyjskich próbujemy uchwycić choć kawałek tego co nas czeka. Petersburg to pierwszy przystanek – potężna budowla dworca już od samego początku daje poczucie jak małym jest człowiek. Wysiadając z pociągu wtapiamy się w tłum ludzkich mrówek, które z wielkimi walizami zmierzają ku wyjściu. Nas wita uśmiech przewodnika – naszego Wielkiego Szu: Rafała – i właściwie od tego momentu tak naprawdę czujemy, że magia przygody zaczyna powoli wkraczać w nasze umysły. Miasto piotrowe wita nas zalane słońcem – to miejsce, które było spełnieniem oczekiwań wielkiego cara Rosji jest teraz na dotknięcie ręki. Powoli przesuwamy się po wielkich, szerokich ulicach – jest pusto; wczesna godzina sprawia, że miasto jeszcze śpi. Może właśnie dlatego ma się wrażenie jakby czas się cofnął, jakby nie było z tej epoki. Potężne budynki wyciągają się niemal ku słońcu a my znajdujemy się w ich cieniu. Kształtne, dopracowane bryły; wykończone misternymi fasadami, płaskorzeźbami – ile wprawy musieli posiadać budowniczowie tego miasta, które powstało na bagnach w 1703 roku. Ile artystycznego wyczucia....ale też iloma łzami i iloma kroplami krwi przesiąknięte są te mury...tego nie wie nikt. Bo Piter to miasto gdzie smutek i wykańczająca praca splata się w przepychem i świetnością. Mury są piękne – choć obdrapane i zaniedbane; ale używając wyobraźni można zobaczyć niemal dzieło architektoniczne. Lecz gdy wejdzie się w podwórka kamienic, oczom okazuje się obrazek, którego żaden, nawet najbardziej fantazyjny umysł nie jest w stanie zamienić w pałac z bajki. Pobite okna, drzwi zabite dechami, antena telewizyjna z puszek do piwa... Dwa oblicza miasta – to sprzed trzystu lat; gdy Piotr z małej wioski na podmokłych terenach i otoczonej wokół gęstym lasem; kazał stworzyć miasto będące oknem na świat. Piękne pałacowe budowle wyrastały pod pałkami dziesiętników stojących nad chłopami, więźniami wykonującymi katorżniczą pracę. I to dzisiejsze XXI wieku – szerokie ulice, jasne budowle i gdzieś w przemilczeniu szare, brudne podwórka. Petersburg tak jak cała Rosja – pełen przepychu i świetności w cieniu chowający zgrozę i ból. Kto nie potrafi tego ogarnąć, kto nie potrafi pokochać – nie odnajdzie się w Rosji.
Pierwsze spotkanie z Rosją.
Zdecydowałam się w tym roku - tak z dnia na dzień. Rosja - miejsce, które fascynuje mnie pod wieloma względami. Po prostu przyszedł czas, by zobaczyć to, do czego nie wiedzieć czemu, ciągnie dusza.
Środa 26.06.08, kilka minut przed północą. Na dworze już ciemno, księżyc już od dawna wygląda na niebie. Peron 2, Dworzec Centralny w Warszawie. Kilkoro ludzi na dole stoi z walizkami, z plecakami, z tobołami wypchanymi po brzegi. Ktoś przy wejściu na peron upycha wodę mineralną do plecaka. Panuje senna atmosfera. Słychać szum jeżdżących schodów, sapiących pociągów, od czasu do czasu przyciszonych głosów ludzi. Na peronie numer 2 ludzie chodzą jak wolne elektrony. Wybiła godzina „0” i właściwie nic się nie stało.
Dopiero po chwili na schodach pojawiła się postać z mała kartka w dłoni...na niej jedno słowo „Horyzonty” od tej pory było już wszystko wiadomo. Wokół tego człowieka skupiła się kilku osobowa ekipa z niecierpliwością czekającą na wyjazd do kraju, w którym z jednej strony nic nie jest jasne z drugiej jednak wszystko jest bajecznie proste.
Środa 26.06.08, kilka minut przed północą. Na dworze już ciemno, księżyc już od dawna wygląda na niebie. Peron 2, Dworzec Centralny w Warszawie. Kilkoro ludzi na dole stoi z walizkami, z plecakami, z tobołami wypchanymi po brzegi. Ktoś przy wejściu na peron upycha wodę mineralną do plecaka. Panuje senna atmosfera. Słychać szum jeżdżących schodów, sapiących pociągów, od czasu do czasu przyciszonych głosów ludzi. Na peronie numer 2 ludzie chodzą jak wolne elektrony. Wybiła godzina „0” i właściwie nic się nie stało.
Dopiero po chwili na schodach pojawiła się postać z mała kartka w dłoni...na niej jedno słowo „Horyzonty” od tej pory było już wszystko wiadomo. Wokół tego człowieka skupiła się kilku osobowa ekipa z niecierpliwością czekającą na wyjazd do kraju, w którym z jednej strony nic nie jest jasne z drugiej jednak wszystko jest bajecznie proste.
Podróż jest początkiem
Lubię podróżować. Po powrocie z moich małych wypraw, przychodzi czas by podzielić się wrażeniami, pokazać zdjęcia. Czasem trudno jest wyrazić wszystko co się czuje w stosunku do wyjazdu. Spróbuję tutaj zostawić kilka myśli, faktów dotyczących odwiedzanych miejsc i zdjęć - choć nawet w połowie nie oddają one cudownej atmosfery jaka otacza wszystko to czym cieszą się oczy.
Nie będzie tu chronologii - bo w podróży czas przestaje być towarzyszem.
Nie będzie tu chronologii - bo w podróży czas przestaje być towarzyszem.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
